Czarne, Wołowiec 2026.
Snucie historii
Karolina Lewestam ma dar opowiadania tak, że zwyczajne rzeczy zamieniają się w absolutnie niezwyczajne i „Szmaty” są kolejnym na to dowodem. Opowieść z autobiograficznymi wątkami, pełna ciekawych ocen i analiz nie tyle pokolenia matek i ciotek, co ogólnie – kolejnych generacji kobiet wkraczających już w wiek poważny – urzeka sposobem przedstawiania. Tu zwyczajność zamienia się w niezwykłość, a niezwykłość – w malowanie słowami. A może raczej wyszywanie tworzenie patchworku z doświadczeń, które stały się już albo dopiero się staną udziałem kolejnych przedstawicielek płci pięknej. Bo ciuchy to coś dla mężczyzn absolutnie nieinteresującego, tylko kobiety mogą siedzieć w sklepach z odzieżą używaną i ze sterty szmat wyciągać kolejne skarby – warte ocalenia, albo takie dla kogoś. Co prawda ten ktoś może się wzdragać i nie chcieć nosić rzeczy z drugiego obiegu, ale to żadna przeszkoda dla matek i ciotek. One po prostu potrzebują bycia razem, poczucia wspólnoty płynącego z polowania na okazje i na wyjątkowe ciuchy. Szmaty to substytut dawnych spotkań przy darciu pierza, opowieści z czasów przed internetem. Tylko tak można ruszyć się z domu i zająć nie tyle wyszukiwaniem okazji, co budowaniem więzi społecznych. Wszystkie bohaterki polowania wiedzą coś o życiu i to, co wiedzą, chciałyby przekazać młodszemu pokoleniu – zawsze bardzo opornemu na przestrogi i porady starszych. A jednak od szmat nie ma ucieczki i choćby nie wiadomo jak się bronić, kiedyś przyjdzie moment, że kupa szmat wciągnie – zacznie się objawiać w sposobie myślenia i mówienia, a nawet – o zgrozo – polowania na okazje na przecenach.
Karolina Lewestam zaczyna od prześmiewczego obrazka, w którym matka i ciotki dokonują swoistych czarów nad kłębowiskiem starych ubrań. Ale z gąszczu rytuałów zaobserwowanych tam, gdzie jest wolność od obowiązków – wyłania się przepis na życie i na odkrywanie siebie. Autorka, która nie chce uczestniczyć w tym kręgu, przekonuje się, że kolejne odruchy i działania ma niemal wszczepione w tożsamość, nie umie ich porzucić, nawet jeśli stanowią dla niej obiekt żartów i drwin. Szmaty są bezlitosne – szmaty to życie. I właśnie do życia stopniowo Karolina Lewestam będzie przechodzić, zabierając czytelników ze sobą w krąg opowieści słodko-gorzkiej, boleśnie prawdziwej, ale jednocześnie zaczarowanej słowami, więc trochę złagodzonej. Szmaty nie mają końca, istnieje tylko pokoleniowa sztafeta – więc zamiast walczyć z przeznaczeniem, trzeba się podporządkować. I tak zdarzy się to, na co wcale się nie czeka.
Jest to niewielki tomik, ale bardzo skondensowany. Wypełniony spostrzeżeniami prawdziwymi i przekonującymi (a często przejmującymi przez swoją prawdziwość), a jednak stworzony tak, że odkrywa się tu nie tyle fakty, co sposób ich postrzegania – i to prawdziwa wartość książki. Karolina Lewestam pisze o czymś, co wiele kobiet zna z własnego doświadczenia (a już na pewno z obserwacji innych), ale znajduje na to nową metodę – i tym przekona do siebie czytelniczki. „Szmaty” to piękne mierzenie się z tym, co nieuchronne i zwyczajne – tyle że w niezwyczajnej wersji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz