Rebis, Poznań 2026.
Zwierzę
Caleb Carr to mężczyzna, który mieszka na odludziu (i zdarzało mu się gonić ze strzelbą myśliwych wkraczających na teren jego posiadłości) – stroni od towarzystwa na co dzień, woli skupiać się na pracy pisarskiej i na pozostawaniu sam na sam z własnymi myślami. Nie potrzebuje ani bliskich, ani przyjaciół – zresztą oni nie stanowią tematu w książce, którą proponuje czytelnikom. „Moja ukochana bestia. Masza. Ocalona półdzika kotka, która mnie uratowała” to bowiem relacja dotycząca niezwykłej więzi z równie niezwykłym stworzeniem, gloryfikowanym i opisywanym z niezwykłą dbałością o detale.
Autor przedstawia czytelnikom historię więzi z kotką od momentu, w którym znalazł Maszę w schronisku – ku radości i uldze pracowników świadomych, jak bardzo wymagające i jednocześnie trudne jest to zwierzę. Masza jednak od początku zaufała swojemu nowemu człowiekowi i pozwoliła mu wkroczyć do swojego świata. Caleb Carr opisuje kotkę z uwielbieniem i radością, a także z niezwykłym wyczuleniem na wszystkie sygnały wysyłane przez zwierzę. Przedstawia czytelnikom najdrobniejsze gesty i dowody mądrości, analizuje spojrzenia i reakcje kota, a z czasem zaczyna wprowadzać do historii coraz więcej akcji – zwłaszcza kiedy szuka zaginionej kotki i dowiaduje się, z jakim zwierzęciem musiała się zmierzyć. I tak aż po rozstanie z towarzyszką wielu lat w leśnej głuszy – czytelnicy zyskają więc najpełniejszy możliwy obraz Maszy i przekonają się, jak silna może być miłość do kota. Co prawda raczej to odbiorców nie zaskoczy, przede wszystkim kociarze po tę publikację sięgną – ale dobrze się przekonać, że ktoś czuje podobnie i jest w stanie poświęcić absolutnie wszystko, żeby ratować ukochane stworzenie. Caleb Carr często w swoim uwielbieniu dla Maszy wręcz przesadza – ale będzie mu to wybaczone, zwłaszcza że Masza faktycznie na atencję zasługuje.
Początek tej opowieści to przede wszystkim opisy, i to z gatunku bardzo drobiazgowych. Autor nie dba kompletnie o napięcie, liczy się dla niego stworzenie statycznego portretu Maszy – trwa to dość długo, ale nie można się zniechęcać, bo w pewnym momencie zacznie pokazywać swoje doświadczenie w życiu z kotami (i jednocześnie swoje złe wspomnienia związane z ludźmi, co trochę wytłumaczy odsuwanie się od innych), a wyczulenia i umiejętności prowadzenia obserwacji można się od niego tylko uczyć. Caleb Carr robi wszystko, żeby Masza jak najdłużej zachowała zdrowie, dostrzega nawet rzeczy, które zwierzę instynktownie próbuje ukrywać. Komentuje spojrzenia i odruchy, żeby przekonać odbiorców, że Masza to kot wyjątkowy. Odwołuje się nawet do domniemanych doświadczeń kotki z przeszłości – tak, żeby czytelnicy zrozumieli, jak ważne jest zapewnienie jej wolności nawet za cenę własnego lęku.
W tej historii liczy się przede wszystkim uczucie – prezentowane bez skrótów i bez skrępowania. Autor całą uwagę poświęca Maszy – jego refleksje schodzą na daleki plan. Tworzy wręcz pomnik swojej wspaniałej kotce – i bez trudu przekonuje wszystkich o jej wyjątkowości. To sprawia, że po książkę „Moja ukochana bestia” sięgać będzie można z zainteresowaniem. W dobie publikacji pop, pospiesznych i niestarannych, tu liczy się dokładność i literackość – i to odbiorcy docenią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz