sobota, 25 kwietnia 2026

Lars Saabye Christensen: Beatlesi

Marginesy, Warszawa 2026.

Muzyka

Ta powieść jest już klasyką – i bardzo mocno wybrzmiewa jej inność, to znaczy nawiązanie do prawdziwości lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Lars Saabye Christensen przygląda się dorastaniu i wchodzeniu w dorosłość czterech chłopaków z Oslo. Nastolatki są oczywiście wpatrzone w Beatlesów – nawet początkowo nadają sobie pseudonimy od członków zespołu, a w planach na przyszłość mają też założenie bandu muzycznego. Muszą tylko uprosić rodziców o niezbędne instrumenty i o możliwość zapuszczania włosów. Świat z tomu „Beatlesi” mocno różni się od tego, co znają dzisiejsi czytelnicy – więc jeśli ktoś ma ochotę na sprawdzenie, jak wyglądała codzienność drugiej połowy XX wieku, może potraktować tę książkę jak przewodnik.

To Kim prowadzi historię, to z jego perspektywy czytelnicy obserwują perypetie nastolatków w Bildungsroman. Każde wydarzenie urasta tu do rangi wielkiego tematu, każdy rozdział nawiązuje do jakiegoś albumu lub utworu Beatlesów – to sprawia, że tę książkę wręcz słychać, jej rytm daje się poczuć. Czytelnicy, którzy tak jak bohaterowie są fanami Wielkiej Czwórki mogą poczuć się usatysfakcjonowani – doświadczenia pokoleniowe, które ukształtowały bohaterów, są bowiem przejrzyste i przekonujące. Dla odbiorców będzie to prawdziwie mocne przeżycie – zetknięcie się ze światem, który pamiętają, a który odszedł już do lamusa. I tak autor zajmuje się przedstawianiem pierwszych miłości i pierwszych rozczarowań, kształtowania się systemów wartości, wiary lub sceptycyzmu w tej kwestii. Bohaterowie jeszcze od czasu do czasu dają się wciągnąć w szkolne perypetie i w rozmaite mniej lub bardziej poważne niesnaski. Do tego – nie brakuje wśród ich rówieśników bezsensownych ryzykantów. A to oznacza, że nasi bohaterowie przekonają się niekoniecznie na własnej skórze, czym grozi nieprzestrzeganie zasad wprowadzonych przez starsze pokolenie. Są tu ludzie, którzy prawie doprowadzili do autodestrukcji, są tacy, którzy zaskakują decyzjami – kompletnie pozbawieni wyobraźni i niemyślący o konsekwencjach. Widać tu też nietypowy dla dzisiejszych czasów zestaw relacji dzieci – rodzice – kompletnie inny system wychowawczy i zbiór wyzwań. „Beatlesi” to książka, która dzisiaj wyjątkowo trafnie portretuje dawne czasy i poprzednie pokolenia – zupełnie na marginesie, bo przecież chodzi tu o prezentowanie wkraczania w dorosłość (na początku rzeczywistość nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ale z czasem pojawia się coraz więcej odniesień do świata spoza zamkniętej przestrzeni bohaterów), a nie o rejestrowanie efemerycznych przejawów realizmu lat 60. I 70. Chociaż powieść sprawia wrażenie monumentalnej, jest spora jak na dzisiejsze standardy, to i tak napisana została bardzo lekko, więc lektura przebiegać będzie dość szybko. Co więcej, Christensen wyborem tematów i sposobem ich realizowania sprawia wrażenie, jakby wszystkie wydarzenia były czytelnikom doskonale znane i naturalnie płynęły z pierwszych obserwacji i zjawisk. I to może zaskakiwać najbardziej – chociaż autor faktycznie zbiera wydarzenia jednostkowe i niepopularne, to jednak przez sposób ich prezentacji daje czytelnikom przekonanie, że uczestniczą w czymś świetnie sobie znanym. To przekonująca historia wypełniona detalami – i te detale jednocześnie przyciągają do świata bohaterów i czynią go najbardziej prawdziwym, a ponadto tworzą niepowtarzalny koloryt lokalny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz