Filia, Poznań 2026.
Genealogia
Długo na tę książkę Marta Obuch kazała czekać swoim odbiorcom, a kiedy już ją stworzyła, wiedziała, że jest to coś innego niż proponowane zwykle komedie kryminalne – i uprzedza przed lekturą lojalnie. Ale „Na babski rozum” to nie wypadek przy pracy, raczej sposób na przezwyciężenie kryzysu twórczego i trochę na podzielenie się z czytelnikami tym, co autorkę zafascynowało – możliwościami prowadzenia genealogicznych poszukiwań za sprawą różnych internetowych portali. W takie poszukiwania autorka ubiera Tosię, poczciwą bohaterkę z „Ja tu tylko zabijam”. Tosia jak zwykle nie potrafi się uporać ze swoją codziennością: zaręczyny z Lulkiem po czasie stały się źródłem kolejnych pytań, a despotyzm matki przechodzi wszelkie granice. Bohaterka musi w dodatku uczestniczyć w rodzinnej imprezie na wsi – i niekoniecznie ma na to ochotę, zwłaszcza że pobyt w rodzinnych stronach przypomina jej o niechcianej, a odziedziczonej po babci starej chacie, przyczynie wielu sennych koszmarów. Tosia jest już dorosła i właściwie wie, że może pozbyć się problemu i spieniężyć posiadłość, jednak podczas przygotowań do imprezy dzieje się coś, co wybija ją z tego pomysłu.
I teraz Marta Obuch serwuje czytelnikom książkę, w której przez długi czas dzieje się bardzo mało. Oto bohaterka poznaje (albo przypomina sobie) o kolejnych ciotkach i krewnych, a na rodzinne spotkanie zaproszeni zostają też obcy dla niej ludzie – ale w końcu to pani Regina decyduje, z kim chce świętować. Tosia rozpisuje sobie koligacje rodzinne, zastanawia się nad charakterami i poznaje właściwy stan swojego posiadania (co trochę odciąża ją od myślenia o nierówności w relacji z Lulkiem). W końcu zostaje usunięta z pola widzenia przez niefortunny wypadek. Równolegle dzieją się sprawy kryminalne – ale raczej bez zapału. Akcja przyspiesza dopiero w finale tomu, tutaj powraca dawna Marta Obuch – można na ten moment poczekać i nabrać nadziei na kolejne już zwyczajne dla tej autorki narracje. „Na babski rozum” nie jest powieścią, która trzymałaby w napięciu i cieszyła ogromem nietypowych wydarzeń, już w samej swojej konstrukcji wyklucza takie rozwiązania. A jednak fani tej autorki poczekają – i przyjrzą się drobnym i większym zmianom w życiu Jadwigi czy komisarza Marchewki. Warto cierpliwie poczekać, a przy okazji – czasami – wykorzystywać wiedzę zdobytą przez autorkę i bohaterkę w zakresie poznawania dziejów własnych przodków. „Na babski rozum” to książka, która nowego grona fanów autorce nie zbuduje, ale starego nie odstraszy. A na pełnowartościową komedię kryminalną przyjdzie trochę poczekać – chociaż może krócej niż ostatnio. Marta Obuch walczyła z kryzysem twórczym, udało jej się ten kryzys przewalczyć i to najważniejsze. Gdyby nie to, że przyzwyczaiła odbiorców do pewnego stylu i rozkładu akcentów, nikogo by jej najnowsza powieść nie zdziwiła – tym razem jednak nawet sama autorka ostrzega, że będzie nieco inaczej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz