wtorek, 17 lutego 2026

Beccy Blake: Kurze wzgórze. Kaktus zombie atakuje

Kropka, Warszawa 2026.

Królestwo wyobraźni

W tym komiksie – a właściwie w serii komiksowej – tytuł jest bez wątpienia najlepszy. „Kurze wzgórze” to coś, co przyciąga wzrok. A ponieważ tytuł tomu to „Kaktus zombie atakuje”, młodzi odbiorcy mogą być pewni, że tu rutyny i nudy nie będzie. Dorośli mogliby bardziej sceptycznie podchodzić do lektury, ale umówmy się – Beccy Blake do dorosłych się absolutnie nie kieruje. Mamy tu kilkoro bohaterów, którzy przeżywają najbardziej fantastyczne przygody, jakie tylko da się wymyślić – Ferdek to mały wynalazca i główny napęd akcji. Kroku dotrzymują mu dzielne zwierzaki – mops Gryzia znany z puszczania bąków i kot Dzwonek, który przeważnie zajmuje się zapadaniem w drzemki. Cała ferajna doskonale się bawi, chociaż nie zawsze wszystko idzie po myśli postaci. A to kosmici przylatują, żeby pozbawić świat pieczonej fasoli, a to dom przenosi się do krainy ożywionych kaktusów – które na pewno nie mają dobrych zamiarów, a to żaba wyciągnięta ze stawu okazuje się tajemniczym władcą o wyjątkowo złośliwym charakterze. I tak za każdym razem dzieje się coś, co wywraca świat bohaterów do góry nogami, nakazuje połączyć siły i wytężyć umysł, żeby uniknąć przykrego losu. Przy okazji zawsze jest zabawnie – nie tylko sarkastyczni główni bohaterowie wymieniają się komentarzami na temat aktualnego stanu rzeczy, ale całość oceniają jeszcze dwa złośliwe ślimaki. W ogóle postaci z drugiego planu jest tu całe mnóstwo, a każda potęguje absurd i zmienia sposób postrzegania fabuły – szatkuje ją i dynamizuje, przynajmniej w oczach młodych czytelników.

„Kurze wzgórze. Kaktus zombie atakuje” to książka bardzo kolorowa. Barwy są tu nasycone, nie ma mowy o pastelowych odcieniach, wszystko uderza w odbiorców, stanowi bodźce, od których trudno się oderwać. W samych rysunkach widać wyraźnie młodzieżowy charakter kreski – bohaterowie przypominają stwory z zeszytów szkolnych, zresztą komizm wyprodukowany w ten sposób jest spotykany w wielu poradnikach dotyczących rysowania komiksów dla młodzieży. Na samym końcu książki znaleźć można poradnik, jak w prosty sposób narysować bohaterów – tak, żeby każdy, komu przypadną do gustu te przygody, mógł dodawać jeszcze własne wersje historyjek i sprawdzać się w wymyślaniu absurdalnych wydarzeń. Beccy Blake przeważnie zatrzymuje się na poziomie prostych potyczek i puszczania bąków w tle – posługuje się zatem tematami zakazanymi jeszcze parę dekad temu w twórczości dla młodych czytelników, chce przywiązać ich do siebie wizją wolności i nieskrępowanej swobody twórczej. W pewnym momencie takie zwariowane przygody mogą dzieci zaangażować – a na pewno odbiorcy podziwiać będą samą kreskę, kadry rysunkowe i brak pouczeń. Bo w tych komiksach chodzi o czystą rozrywkę – żadne lekcje zachowania czy edukacyjne tematy, liczy się zabawa na całego. Beccy Blake powraca do pierwszych wizji komiksów jako odskoczni od zwyczajności, rutyny i porządku. Przy „Kurzym wzgórzu” trzeba się jednak przygotować przede wszystkim na absurd, który zastępuje i sensy, i puenty. Sięgną po tę książkę przede wszystkim dzieci, które czytać nie lubią – a to oznacza, że Beccy Blake odniesie sukces.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz