wtorek, 27 stycznia 2026

Reinhold Messner: Pod wiatr. O czerpaniu siły z przeciwności losu

Bezdroża, Gliwice 2026.

Samotnik

Każdy, kto choć trochę interesuje się himalaizmem, o Reinholdzie Messnerze musiał słyszeć. Teraz wspinacz powraca jako autor książki „Pod wiatr. O czerpaniu siły z przeciwności losu”, dość obszernego tomu w dużej części złożonego z cytatów i fragmentów już istniejących publikacji pojawiających się na przestrzeni ostatniego półwiecza. Messner nie jest postacią, która walczyłaby o przychylność kogokolwiek, dał się poznać jako człowiek zbuntowany i w pojedynkę walczący z całym światem – a to oczywiście nie przysporzyło mu przyjaciół ani zwolenników wśród obserwujących środowisko alpinistyczne. Reinhold Messner sam w górach doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu dalsze bicie rekordów czy osiąganie sukcesów na dotychczasową skalę – co ciekawe, wydaje się po lekturze, że owa kontuzja (utrata kilku palców u nóg i opuszków w palcach u rąk) zamieniła się w potężny kompleks. Powraca w tomie parokrotnie i w nieoczekiwanych momentach. Ale w ogóle Messner pisze tę książkę, żeby rozliczyć się z wrogami, pokazać, że wygrał i żeby przypomnieć zwłaszcza młodszemu pokoleniu, że miał rację w głośnej sprawie związanej z tragedią na Nanga Parbat, podczas której stracił brata (a później musiał się tłumaczyć z własnego zachowania, na które wprawdzie nie było świadków, ale wieść o rzekomym porzuceniu słabszego partnera wycieczki rozniosła się szeroko). Na pewno nie ociepla tą publikacją swojego wizerunku – pozostaje sobą, jest agresywny i bezlitosny w stosunku do przeciwników, a między wierszami widać, że rozpaczliwie potrzebuje akceptacji. Messner nie zdobywa zaufania: ani kiedy jest eurodeputowanym, ani kiedy wyznacza trudne przejścia w górach, ani kiedy walczy o popularyzowanie himalaizmu, ani nawet wtedy, kiedy chce kupić zamek, odrestaurować go i otworzyć w nim muzeum. Po prostu: to zbyt silny charakter, nie potrafi się podporządkować ani przemilczeć pewnych spraw – i to widać również w tym tomie.

Reinhold Messner zbiera zatem w jednym miejscu wszystko to, co cechuje Reinholda Messnera i pozwala czytelnikom wyciągać samodzielne wnioski na temat swojej przeszłości, relacji z dziennikarzami i kolegami po fachu oraz z ewentualnymi kibicami. Zwykle wprowadza odbiorców w kontekst, a następnie przechodzi do cytowania całych stron dawnych materiałów – dzięki temu czytelnicy otrzymają pierwotną wersję dokumentów i nie będą się zastanawiać, czy autor nie przeinacza wydarzeń. Co najmniej kilka autobiograficznych książek dałoby się wykroić z tego tekstu, ale Reinhold Messner najwyraźniej nie ma zacięcia literackiego (w tym wypadku tłumaczenie też nie zawsze cieszy – „siedząc na kamieniu, mój wzrok krążył ponad…”, pojawi się tu trochę zgrzytów i trochę niezręczności nie tylko stylistycznych). Stara się przekonać czytelników do swoich racji i pokazać im, jak wyglądała burzliwa przeszłość. Ma satysfakcję z odzyskania dobrego imienia po latach, ale nie oszczędza odbiorcom wiadomości o tym, jak wyglądały lata potyczek z mediami. Pokazuje, jak był traktowany przez środowisko wspinaczy wysokogórskich – i nie ulega wątpliwości, że sam sobie starannie na to traktowanie zapracował. Jest „Pod wiatr” inną lekturą niż te przeważnie spotykane w ramach literatury górskiej i (auto)biografii wspinaczy. Inną – to znaczy nie wpisuje się w schemat i zapewnia czytelnikom wrażenia odbiegające daleko od tych standardowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz